Miasta nie mogą być lepsze ani bardziej uporządkowane od społeczeństw, które je stworzyły - Cornelis van Esteren
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
RSS
piątek, 01 czerwca 2007
Małe cwaniaczki od reklamy


Idąc przez Warszawę najlepiej zamknąć oczy. Brzydnie z dnia na dzień. Najpierw zbombardowały ją nielegalne reklamy z dykty i blachy na nogach z rurek, plakaty przylepiane na chama na przystankach, słupach i ogrodzeniach. Potem był nalot dywanowy z billboardów - coraz większych. Teraz są rażone poszczególne kamienice i budynki przy najbardziej ruchliwych ulicach. Giną pakowane w wielkie płachty. Ich mieszkańcy przez całe miesiące mają ciemno w domu. I są - na razie - bezradni.

Agencje reklamowe działają jak małe bazarowe cwaniaczki. Wykorzystują luki w papierowych paragrafach. Jak? Występują o zgodę na powieszenie płachty w ścisłym centrum gdzieś w peryferyjnym urzędzie. Zanim papier dotrze do wydziału architektury w Śródmieściu mija kilkanaście dni. Jeśli nawet urzędnik się postara i szybko napisze: brak zgody, to musi odesłać odpowiedź poleconym do urzędu „za rogatkami”. Cwaniak takiego listu po prostu nie odbiera. I kiedy mija 30 dni cwaniak jest w prawie i triumfuje. Bierze kasę od reklamodawcy, wiesza siatkę na budynku. Śmieje z mieszkańców, wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni, które dostają zwykle zaledwie kilka, kilkanaście procent z tego co sam zgarnął. - Głupki godzą się na mieszkanie za siatą przez miesiąc za kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy złotych - śmieje się w duszy cwaniak.

Gdyby na mój dom naciągnęli siatę, wyciąłbym dziury na swoje okna. Małe cwaniaczki piskliwie: - To niszczenie mienia! Chór anielski w tle (z ognistym mieczem): - A walcie się na ryj.
Kurtyna.

 

12:29, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (19) »
środa, 30 maja 2007
Planety już wirują na Krakowskim Przedmieściu

Wreszcie nadszedł ten wiekopomny dzień. W środę o godz. 8 na Krakowskie Przedmieście podjechała furgonetka z planetami z brązu. Nad wyładunkiem czuwał osobiście Antoni Grabowski, rzeźbiarz i autor niewielkiego Układu Słonecznego. Montaż zaczął się u stóp pomnikowego Mikołaja Kopernika.

 

Artysta stwierdził (na zdjęciu Aleksandra Prugara trzyma Ziemię): - Jestem szczęśliwy. Ja też, bo kiedy pisaniem zachęcałem, by Układ utrwalić, rzeźbiarz nie miał jeszcze podpisanej umowy z Ratuszem. Robił modele planet „Sobie, a muzom”. Nie miał pewności czy zostaną zrealizowane.

Aż trudno uwierzyć jak ciężko w Warszawie i Polsce przeforsować sztukę w przestrzeni publicznej. Prawie nikt tego nie rozumie, że to ważne. Że właśnie takie miejsca przyciągają uwagę, zachęcają by się przy nich zatrzymać i uwiecznić na zdjęciu. W kosztach całej inwestycji (takiej jak remont Krakowskiego Przedmieścia to niewidoczne grosze).

Bo co mamy w stolicy z takiej „ulicznej sztuki”? Różowe jelonki z tworzywa sztucznego przy BUW, palmę przy rondzie de Gaulle'a (plastiki w konserwacji), zmieniające się co jakiś czas murale na ścianie oporowej przy stacji metra Centrum, niby odcisk wilczych łap z czarnego kamienia przy Wilczej... Żałośnie mało.

Na Krakowskim będą jeszcze reprodukcje obrazów Canaletta zatopione w sześcianach ze szkła. Trzeba też powalczyć o płytę z informacją o Osi Saskiej. Jest planowana w chodniku niedaleko pomnika Prusa. Przydałoby się też coś w Pasażu Wiecha i placykach przy nich, które będą przecież urządzane w tym roku.

- Najpierw robi się kanalizację i urządza chodniki. Dopiero potem przychodzi czas na sztukę - uważa Bogna Świątkowska z Fundacji Bęc Zmiana (jedna ze sprawczyń różowych jelonków). Pewnie ma rację. Pewnie wciąż jesteśmy za biedni na sztukę. I fajną architekturę. Szkoda.

18:19, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 maja 2007
Kopernika znad Wisły chcą wyrzucić!

Na czwartkowej sesji Rady Warszawy część radnych zaczęła podważać projekt budowy Centrum Nauki Kopernik nad tunelem Wisłostrady blisko mostu Świętokrzyskiego i BUW. Brylował zwłaszcza radny Krzysztof Tyszkiewicz (PO). Podsumował: - Inwestycja tak, lokalizacja - nie.

Wtórował mu Andrzej Golimont (SLD): - Trzeba zagospodarowywać tereny w sposób przynoszący dochód.
Nie zabrakło argumentów, że tunel Wisłostrady był drogi i to bez sensu urządzać teraz na nim jakiegoś „Kopernika” i np. park.

Co to za radni? W głowie mają tylko kasę. Gmachy publiczne w prestiżowych lokalizacjach uważają za zbytek. Już pewnie widzą oczami wyobraźni piękne grodzone apartamentowce z widokiem na Wisłę. I biurowce. I liczą wirtualne dutki, dla miasta naturalnie, dla nas wszystkich - dla ludu. Bo oni w swoim interesie nie robią niczego. Nigdy. To przecież oczywiste.

- To nie jest lokalizacja miastotwórcza. Lokalizacją miastotwórczą byłaby jakaś peryferyjna - wygłosił kolejną złotą myśl radny Tyszkiewicz.
Najlepszą lokalizacją jest tunel Wisłostrady. Bo to grunt miasta. Bez roszczeń. W atrakcyjnym miejscu (a nie peryferyjnym, na obrzeżach najlepiej budować hipermarkety). Biblioteka Uniwersytecka już ściąga ludzi nad Wisłę, a Centrum Kopernik sprowadzi ich jeszcze bliżej rzeki. Okolicę ożywi droga mieszkaniówka, która powstanie tuż obok - na terenach dawnej EC Powiśle.

Zadzwoniła do mnie zdenerwowana koleżanka z Centrum Nauki Kopernik: - Przecież my wkrótce ogłaszamy przetarg na wykonawcę. Dwie stałe wystawy już zamówiliśmy. A radni zwiększyli budżet na naszą inwestycję z 90 na 151 mln zł, bo wszystko drożeje.

Panowie radni. Może w Pałacu Kultury na sesjach jest za gorąco? Może zimne okłady by się przydały? Są upały. Jak przygrzeje to trudno czasem zebrać myśli.

18:15, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (6) »
wtorek, 22 maja 2007
Miasteczko Wilanów bez centrum

Nie będzie dużego centrum handlowego w Wilanowie. Auchan miał w Miasteczku Wilanów zbudować obiekt, jakiego do tej pory „polskie gały nad Wisłą nie widziały”. Ale Francuzi stracili cierpliwość. Prokom Investments całe lata prezentował coraz lepsze projekty coraz mniejszego centrum, bo tego chcieli politycy. Najpierw miało być aż 140 tys. m kw. m, potem o połowę mniej, następnie ok. 40 tys. m kw. W końcu mówiło się już tylko o kilkunastu tysiącach m kw. Ale Prokom nie załatwił pozwolenia na budowę na żadne. A politycy ucichli. Boją się buntu „białych kołnierzyków”?
Kolega z Wilanowa: - I teraz wszyscy z Miasteczka Wilanów zasuwają po bułki do MarkPolu przy Gubinowskiej.

Niezwykłość wilanowskiego centrum na papierze polegało na tym, że sklepy rozplanowano w kilku budynkach o przyzwoitej architekturze. Między nimi - deptaki. W górze latem nad głowami klientów rozciągać się miało niebo, słońce i inne gwiazdy, a zimą - nasuwany dach ze szkła. Pod spodem - wielki parking i żadnych samochodów na widoku. Marzenia.

Co będzie w zamian? Dużo więcej i jeszcze gęściej budowanej mieszkaniówki, bo na niej robi się teraz kokosy. Sklepiki pojawią się w parterach nowych bloków. Podobno mają też być jakieś delikatesy typu Piotr & Paweł czy Alma. Może wystarczy dla ponad 30 tysięcy nowych mieszkańców przyszłego Miasteczka Wilanów.

Przeciwnicy centrów handlowych będą skakać z radości. Tym bardziej, że w 2002 r. mówiło się aż o trzech wielkich kolosach: Grupy Metro, Auchan, Carrefour. A mnie tego centrum (jednego i najmniejszego) żal. Bo osiedlowe sklepiki wszędzie wyglądają w Warszawie mniej więcej tak samo - chleb w folii, ser w plastiku, puszki dla kota, mleko UHT. Nie tak miało być.

Obecni i przyszli mieszkańcy Miasteczka Wilanów już się buntują. Będą walczyć o realizację obietnic. Do czego to doszło, że komitet protestacyjny powstaje teraz nie z powodu budowy centrum handlowego, ale wskutek rezygnacji z planów jego realizacji. Na czas protestu zapraszam na zakupy na Ursynów. U nas też nie ma delikatesów ale jest kilka hiper-supermarketów i bazarów. Lepsze to niż nic.

19:29, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 maja 2007
Kolejarze nie chcą bazaru na Wschodnim

Czym się zajmuje sztab urzędników w kontekście Euro 2012? Przyspieszeniem budowy autostrad? Przygotowywaniem międzynarodowego konkursu na projekt Stadionu Narodowego? Ustalaniem harmonogramu prac i liczeniem pieniędzy?

Nic z tych rzeczy. Ratusz się głowi, komu podrzucić kukułcze jajo, czyli Jarmark Europa ze Stadionu Dziesięciolecia. Samorządowcy rozpaczliwie szukają nowych „miejscówek” na setki kramów w całym mieście. Jeden z proponowanych adresów to okolice Dworca Wschodniego. Jak się o tym dowiedzieli kolejarze, zaczęli protestować. - NIEEEE! - krzyczą. „Tereny sąsiadujące z obecnym Dworcem Wschodnim przy ul. Kijowskiej są niezbędne dla Grupy PKP (...) w kontekście Mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012 i planowanej modernizacji linii kolejowej Warszawa - Gdańsk” - ostrzega Jarosław Adwent z zarządu PKP i dyrektor zarządzania nieruchomościami.

Kolej chce teraz zmienić swój fatalny „image” - śmierdziela i bałaganiarza obrośniętego tandetnymi budami. Wokół nowoczesnych dworców zamiast kramów mają stać centra handlowe, hotele i restauracje. Gotowy jest projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego rejonu Dworca Wschodniego (spółki Dawos). Wynika z niego, że w tej okolicy są hektary terenów, na których można inwestować. Kolej już szuka partnerów z kapitałem, by budować tam normalne miasto. Dlatego tak się broni przed jarmarkiem.

Tylko co z nim zrobić? A może na czas mistrzostw zbudować estetyczny bazar wokół Pałacu Kultury? Gościom ze świata tłumaczylibyśmy, że to tylko taka megaaranżacja artystyczna na Euro, która ma przypomnieć, że tu właśnie zaczęło bić serce polskiego kapitalizmu. 

14:44, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 kwietnia 2007
Europa na Trakcie Królewskim (przez tydzień)

Już dwa dni spaceruję po pierwszym prawdziwym deptaku w Warszawie. Niestety będziemy go mieć tylko do 6 maja. Dla ruchu został w ten weekend całkowicie zamknięty Nowy Świat. Jest też prawie gotowy pierwszy odcinek Krakowskiego Przedmieścia (400 metrów między ul. Świętokrzyską i Królewską robili siedem miesięcy, a wcześniej kilka lat gadania i przygotowań). Można spacerować i jeździć na rowerze, czyli przez tydzień będzie jak w Europie, a nie w Euroazji.

 

Jestem zachwycony, także pocztówkowym zdjęciem Maćka Zienkiewicza. Chodniki na Krakowskim - szerokie, z płyt granitowych (import z Chin). Jezdnie - wąskie też wybrukowane kamieniem (polski Strzegom). Jako że mają podobną ciepło-żółtą kolorystykę cała ulica wygląda jak plac, który idealnie pasuje do „piaskowych” elewacji kościoła św. Krzyża czy bramy Uniwersytetu Warszawskiego. Wkrótce pojawią się wciąż brakujące planety odlane z brązu, które ozdobią plac przed pomnikiem Kopernika oraz reprodukcje obrazów Canaletta zatopione w szkle. Tylko przykrycia studzienek, m.in. TP SA zostały byle jakie - z cementem na wierzchu. A w Krakowie na rynku potrafili zrobić studzienki z kamienia.

Zadziwia mnie z jak wielkim trudem posuwa się ten remont. Po chwili wydaję mi się, że wiem dlaczego. Po prostu każde zwężenie jezdni, każde ograniczenie ruchu i nietypowe rozwiązanie wywołuje opór w Zarządzie Dróg Miejskich i biurze miejskiego inżyniera ruchu. Dla nich - facetów, którzy myślą schematycznie i mentalnie są tam, gdzie Zachód był jakieś czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu, to zawsze koszmarne trzęsienie ziemi. Dla nas otwiera się Nowy Świat i całkiem inne Krakowskie, a im wali się ich świat. Bo nie ma jak pruć samochodem.

Jakie to smutne, że w naszym mieście tak wolno, i w takich małych kawałkach zmienia się jakość przestrzeni publicznych. Tak naprawdę coraz mniej obchodzą mnie budynki, choćby to były nawet najpiękniejsze biurowce i apartamentowce. Dla zwykłych ludzi prawdziwe znaczenie ma wygląd ulic, placów, deptaków. I gmachy naprawdę publiczne, np. biblioteki czy muzea, do których każdy może wejść i coś w nich zrobić, choćby tylko napić się kawy. A co można w holu olśniewającego drapacza chmur albo apartamentowca? Pogadać sobie z ochroniarzem, tłumacząc się gęsto dlaczego w ogóle się weszło. Dlatego niedługo znów pójdę na Trakt i do BUW zamiast pod Rondo 1 czy płot Mariny Mokotów. Nie byłem tam od wczoraj;

 

16:54, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (4) »
środa, 18 kwietnia 2007
Pięciolatka na Euro 2012 r.

Kopaniem piłki interesuję się średnio, ale bardzo mnie ucieszyła informacja, że EURO 2012 odbędzie się w Polsce i na Ukrainie. Wszystko to, o czym politycy w Warszawie tylko gadali, trzeba w końcu zrobić. I nie ma zmiłuj. Nam bat, sztywny termin i zapędzenie do narożnika są potrzebne. Wtedy jest zryw, krzyczymy hurrra i lecimy do przodu. Damy radę.

Teraz naprawdę musimy zbudować Stadion Narodowy i Legii. Trzeba będzie puścić kolejkę z lotniska Okęcie przez Dworzec Centralny na Wschodni (stację przy terminalu pod ziemią budują, wystarczy położyć ok. 1,5 km torów i spiąć je z tzw. linią radomską). Oprócz tego musi działać autostrada Berlin-Warszawa, część obwodnicy południowej od Okęcia do Piastowa, mosty: Północny i na przedłużeniu Krasińskiego.  Nie można też zwlekać z otwarciem Modlina dla tanich linii lotniczych. Skończyć trzeba rozbudowę i modernizację oczyszczalni ścieków, by już więcej g.... nie płynęło królową polskich rzek.

Pytanie co z drugą linią metra. Czy uda się uruchomić choć kilka stacji tak, by dało się dojechać ze ścisłego centrum w okolice Stadionu Narodowego (d. Dziesięciolecia). Na pewno Poniatowszczakiem pomkną niskopodłogowe tramwaje po zmodernizowanym torowisku w Alejach Jerozolimskich. Na przystankach wyświetli się informacja dla pasażerów. Ta inwestycja ma być gotowa już jesienią tego roku. Większość funduszy daje Unia Europejska. Przez kolejne lata powinni też poprawić linie tramwajowe na innych ulicach na kluczowych trasach.

Jako że gdzieś w mieście musi być telebim i miejsce dla tysięcy kibiców, należy urządzić plac przed Pałacem Kultury i Nauki - między Muzeum Sztuki Nowoczesnej i nowym domem towarowym. Prawica nie zgodzi się przecież, by oglądać mecze na pl. Piłsudskiego przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

Krakowskie Przedmieście będzie gotowe. W czasie EURO cały Trakt Królewski między palmą z ronda de Gaulle'a a Zamkiem Królewskim może się zamieniać w deptak pełen ogródków kawiarnianych.

I to by było na tyle. Bo więcej w pięć lat nie da się zrobić. No a potem, trochę później - olimpiada.

19:05, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (10) »
środa, 11 kwietnia 2007
Warszawa, Polska i świat

Przesadziłem z tym chwaleniem Krakowa. Minął tydzień i wybuchł podwawelski skandal. Główna inwestycja Google będzie we Wrocławiu. Tam ma pracować kilkaset osób. W Krakowie zostanie tylko niewielkie centrum badawczo-rozwojowe (jest w kamienicy przy ul. Krupniczej). I też nie wiadomo na jak długo.

Skąd taka zmiana decyzji i lokalizacji? Przedstawiciel wrocławskiego ratusza „pojechał do siedziby firmy w kalifornijskim Mountain View oraz europejskiej centrali w Dublinie, by lobbować za swoim miastem”. A Krakusi nie ruszali się zza swoich biurek, leniwie odpowiadali na rozmaite pytania „gogli” i byli przekonani, że uroda Rynku i hejnału mariackiego wystarczy. Teraz mogą sobie pluć w brodę.

Czego to dowodzi? Coraz ostrzejszej konkurencji miast. Warszawski ratusz też musi się zabrać do roboty. Do niedawna wystarczała sama stołeczność, a kapitał i firmy zagraniczne same pukały do drzwi. Taki czas nic nie robienia i odcinania kuponów od bycia największą i najważniejszą metropolią III RP kończy się - na szczęście. Przypomina mi się nieco buta sprzed lat szefów Okęcia, którzy byli przekonani, że w świat zawsze będzie się latać z Warszawy. A kiedy chciałem polecieć tanio do Dublina, musiałem to zrobić z Łodzi.

Kilka dni temu w DTC Real Estate (właściciel Domów Towarowych „Centrum”) opowiadali mi, że nie udają się nawet tak banalne sprawy takie jak usunięcie schnących lip i posadzenie nowych przy Marszałkowskiej. Bo urzędnicy odsyłają do: Zarządu Terenów Publicznych, Zarządu Dróg Miejskich, Zarządu Oczyszczania Miasta, ktoś tam jeszcze do ochrony środowiska w ratuszu i Śródmieściu itd. Nie ma osoby, która potrafiłaby kompetentnie odpowiedzieć na postawione pytanie. Inwestor (petent) krąży w labiryncie gabinetów. Po prostu Kafka. I obojętnie czy chodzi o drzewa, remont deptaka czy chęć zbudowania czegokolwiek trafia się na wielką ścianę niemocy. Bez względu na to, która formacja rządzi.

- A w takim mieście Bradford jest spółka Bradford Centre Regeneration, która od 1993 r. (za 2 mld funtów) zamienia miasto dla samochodów w atrakcyjne miasto do ludzi pełne deptaków, placów, fontann. I oni pomagają inwestorom wszystko załatwić. Tak kwitnie miasto z coraz fajniejszym centrum - wzdycha menedżer X.
Można o tym poczytać na stronie www.bradfordnewcity.com.

A w Warszawie? A w Warszawie wielka polityka i równie wielki bajzel. O nowym centrum, jakiejś wizji, strategii i planie możemy sobie tylko wciąż pomarzyć. I poklikać, żeby zobaczyć jak to się robi na świecie.

12:16, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 kwietnia 2007
Kraków przegoni Warszawę?

Warszawa musi się wziąć w garść - a raczej jej władze. Piątek spędziłem w Krakowie z grupą zagranicznych dziennikarzy piszących o nieruchomościach. Najpierw dwa dni byli w stolicy (na zaproszenie CEPIF), tu obejrzeli Zamek Królewski, Miasteczko Wilanów, Złote Tarasy, Muzeum Powstania Warszawskiego, mieli też spotkanie z panią prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz. Potem Kraków i nieuniknione porównania. Od razu część z dziennikarzy postanowiła wrócić turystycznie, m.in. Irlandka, Czeszka i Niemiec. Gdzie? Pod Wawel naturalnie.

Które miasto piękniejsze, nie ma sensu się spierać. Absolutna większość zawsze wybierze starocie i zabytki, a nie „nówkę” z odbudowaną Starówką i modernę. To dla mnie oczywiste. Ale niepokoi mnie coś zupełnie innego. Znakomicie - na tle Warszawy - wypadły władze Krakowa, a raczej zarysowana przez nich strategia i kolejno realizowane priorytety.

Krakusi zaczęli oprowadzanie po swoim mieście od pokazywania... nowoczesności. Czyli prosto z dworca głównego PKP przeszliśmy przez centrum handlowe Galeria Krakowska (270 sklepów, 123 tys. m kw. pow. całkowitej). Wysłuchaliśmy opowieści o Nowym Mieście. Zobaczyliśmy Krakowskie Centrum Komunikacyjne - węzły drogowe, powiązania: pociąg, autobus, tramwaj itd. Potem budowa ronda Mogilskiego, którędy m.in. pomknie na „zielonej fali” szybki tramwaj, nawet w tunelu. Widać, że za rok-dwa komunikacja w Krakowie poprawi się skokowo.

Potem był Park Technologiczny i przypominanie, że pod Wawelem lokują się firmy bardzo zaawansowanych technologii jak Motorola czy ostatnio Google. Chwalili się ciągłą rozbudową III campusu Uniwersytetu Jagiellońskiego (Pychowice), liczbą studentów ok. 180 tys., rozpoczęciem rewitalizacji obszarów poprzemysłowych (Zabłocie, z fabryki Oskara Schindlera znaną z filmu Stevena Spielberga chcą zrobić nową atrakcję turystyczną, bo na razie jest niewiele). Wkrótce zacznie się budowa najnowocześniejszej w Polsce hali koncertowo-sportowej na 15 tys. widzów (Czyżyny). Na deser był Rynek i okolice, który zachwycił wszystkich. Wyjechali z Krakowa zakochani w mieście, przekonani, że tu wkrótce będzie fantastyczna mieszanka przeszłości i nowoczesności.

Jeśli Warszawa nie doczeka się szybko centrum kongresowego, hali widowiskowo-sportowej, centralnego sterowania ruchem, poprawienia standardu komunikacji publicznej to wkrótce Kraków nas pobije. Jeśli teraz imprezę sportową czy wielki koncert łatwiej będzie zorganizować pod Wawelem to po co w ogóle przyjeżdżać do Warszawy? Tylko dla Pałacu Kultury?

 

14:19, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 19 marca 2007
Starzyński patrzy na nas z góry

Wiemy już co nas czeka w centrum Warszawy. Głównie niepewność. Piątkowa debata w „Gazecie” pokazała, że w ratuszu brak wyraźnej wizji jak zagospodarować otoczenie Pałacu Kultury. Nie ma żadnych konkretów, żadnych dat.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz chce realizować część obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Choć bez wielkiego entuzjazmu, bo to „zaszłości” po poprzedniej PiS-owskiej ekipie. Czyli będzie Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Ch. Kerez ma dopracować swoje proste pudełko na sztukę) i Kupieckie Domy Towarowe. Buldożerów ratusz na budki, bazary i hale nie wyśle.

A co z resztą otoczenia PKiN? Pożyjemy, zobaczymy. Pani prezydent zdradziła swą miłość do wysokościowców - widzi je oczami wyobraźni przy Emilii Plater. - Wtedy Pałac Kultury będzie jedną z wielu wież - przekonywała mnie.

Czyli jedyny pomysł ratusza na najbliższą przyszłość jest taki: realizować plan od strony Marszałkowskiej. Bo to już klepnięte i najprostsze. A zabudowa wzdłuż Alej Jerozolimskich i nad tunelem średnicowym PKP? Nie wiadomo.

Warszawo, ma biedna Warszawo. Masz pecha. Spróbuję pogadać ze Starzyńskim, co o tym wszystkim sądzi. Przy pomocy talerzyka.

14:51, dariusz.bartoszewicz
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3